Zarzut przedawnienia może stanowić nadużycie prawa

Tak dłużnicy, jak i wierzyciele są najczęściej przeświadczeni, że podniesienie w postępowaniu sądowym zarzutu przedawnienia w sytuacji, gdy jego termin rzeczywiście już upłynął całkowicie niweczy szanse wierzyciela na zasądzenie na jego rzecz żądanej należności. Tak jest w zdecydowanej większości przypadków.

Są jednak sytuacje, w których wierzyciel powinien w toku procesu rozważyć podjęcie działań ukierunkowanych na obalenie podniesionego zarzutu z wykorzystaniem możliwości, jakie daje art. 5 Kodeksu cywilnego. Zgodnie z nim, nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony.

Brzmienie tego przepisu dla większości wierzycieli ma charakter mocno abstrakcyjny w tym znaczeniu, że trudno je odnieść do konkretnych sytuacji, z jakimi można się spotkać w klasycznym sporze z dłużnikiem. Stosunkowo ubogie jest także orzecznictwo i publikacje odnoszące się do konstrukcji nadużycia prawa w kontekście zarzutu przedawnienia. Bez wątpienia jednak, podniesienie zarzutu przedawnienia może być uznane za nadużycie prawa przez dłużnika jedynie zupełnie wyjątkowo. Aby w danym wypadku można było przyjąć, że podniesienie zarzutu przedawnienia jest nie do pogodzenia z zasadami współżycia społecznego, musi zostać w szczególności wykazane, iż bezczynność wierzyciela w dochodzeniu roszczenia była usprawiedliwiona wyjątkowymi okolicznościami (wyrok SN z dnia 7 czerwca 2000 r. sygn. akt. III CKN 522/99, niepublikowany). W sprawach rozstrzyganych przez Sąd Najwyższy skorzystanie z zarzutu przedawnienia uznawane było najczęściej za niedopuszczalne w wypadkach negatywnej oceny zachowania dłużnika przed procesem, gdy dłużnik rozmyślnie, w celu stworzenia sobie możliwości powoływania się na przedawnienie, odwodził uprawnionego od wytoczenia powództwa. Potwierdza to min. wyrok SN z dnia 15 lipca 1999 r. sygn. akt. II UKN 44/99, jak również powołane w jego treści orzeczenie SN z dnia 3 czerwca 1958 r. sygn. akt. I CR 247/58.

Analizując orzecznictwo (zwłaszcza Sądu Najwyższego) na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat można wykoncypować, iż sąd powinien samodzielnie (z urzędu) oceniać podniesiony przez dłużnika zarzut przedawnienia przez pryzmat art. 5 k.c. Jednak w praktyce nie ma co się łudzić, że sąd podejmie jakiekolwiek starania zmierzające do obalenia linii obrony dłużnika nie mając ku temu wyjątkowo mocnych dowodów dostarczonych przez wierzyciela. Należy mieć bowiem świadomość, że nawet idealne odwzorowanie stanu faktycznego w toku postępowania sądowego do tego, który wynika z korzystnego orzeczenia sądu wydanego w innej sprawie nie gwarantuje powodzenia zabiegów wierzyciela i może nie znaleźć uznania w oczach sędziego. Wydaje się bowiem, że sędziowie z dużym dystansem podchodzą do zarzutu nadużycia prawa, zwłaszcza w sytuacji gdy przeciwwagę dla tego zarzutu stanowi zarzut przedawnienia.

Analiza konkretnych przypadków potwierdza jednak tezę, że sytuacje w których wierzyciel może się uporać z zarzutem przedawnienia wcale nie są tak skrajnie odosobnione, jak wynika to z obiegowych opinii. Kiedy więc należy zaryzykować? Otóż wydaje się, że w każdej sytuacji, w której dłużnik swoimi działaniami i stosowanymi wybiegami dążył do uśpienia czujności dłużnika aż do momentu, w którym mógł skutecznie podnieść zarzut. W szczególności okolicznością taką jest prowadzenie z wierzycielem negocjacji w przedmiocie warunków, na jakich powinna nastąpić spłata zadłużenia, przy czym należałoby wykazać, iż dłużnik dążył do osiągnięcia celu, jakim jest przedawnienie. Na potwierdzenie tego można powołać tezę z uzasadnienia wyroku SN z dnia 27 czerwca 2001 r. sygn. akt. II CKN 604/2000, zgodnie z którą podstaw do uznania zarzutu przedawnienia za nadużycie prawa można dopatrywać się w sytuacji, w której dłużnik swoim postępowaniem, np. przez podejmowanie pertraktacji lub innych działań, wywołał przekonanie wierzyciela, że dobrowolnie spełni swoje świadczenie, jednak ostatecznie tego nie uczynił - tymczasem zaś doszło do przedawnienia roszczenia.

Ale nie tylko działania dłużnika mogą stanowić przyczynę uznania zarzutu przedawnienia za nadużycie prawa. Mogą to być również przyczyny leżące po stronie samego wierzyciela lub np. rażąco wadliwe postępowanie pełnomocnika (wyrok SN z dnia 20 maja 2009 r. sygn. akt. SN I CSK 386/08). Stosunkowo łatwo można sobie wyobrazić sytuacje, w których dochodzenie zapłaty wierzytelności od dłużnika jest utrudnione lub niemożliwe z uwagi na to, że dłużnik ukrywa się przed wierzycielami (zwłaszcza gdy równolegle prowadzone są także poszukiwania dłużnika przez organy ścigania w związku z podejrzeniami o oszustwa). Także okoliczności takie jak choroba lub wypadek i doznany wskutek niego uszczerbek na zdrowiu uniemożliwiający wierzycielowi podejmowanie samodzielnie działań w sprawie lub ustanowienie w tym celu pełnomocnika powinny skłaniać wierzyciela do podjęcia prób obalenia zarzutu przedawnienia. Nie są także odosobnione przypadki zaniechań po stronie pełnomocników wierzycieli prowadzące w konsekwencji do upływu terminu przedawnienia.

Decydując się na podniesienie zarzutu z art. 5 k.c. należy także pamiętać, że istotną okolicznością dla uznania go przez sąd za uzasadniony będzie także czas, w jakim wierzyciel zdecydował się wystąpić przeciwko dłużnikowi z powództwem. Opóźnienie po stronie wierzyciela nie może być nadmierne w świetle okoliczności konkretnej sprawy (por. np. postanowienie SN z dnia 6 listopada 2008 r. sygn. akt. III CZP 104/08).

03/19/2012 | Autor: Przemysław Jamróz | Źródło: portal www.winykacja.pl