Windykator to trudny zawód

Szczucie psem, grożenie dubeltówką czy ponętny kobiecy dekolt - pomysłowość dłużników nie zna granic! Zalegający z płatnościami leasingobiorcy chwytają się wszystkiego, byle tylko nie odebrano im leasingowanego sprzętu, maszyn czy samochodu. To często fantazja rodem z kina akcji klasy B.

Kryzys finansowy powoduje, że coraz więcej przedsiębiorców ma problemy z płatnościami za leasingowany sprzęt. Zazwyczaj po nieopłaceniu 3 rat (np. za samochód) na polecenie leasingodawcy sprawą zaczyna się interesować windykator. Ale błędem jest sądzenie, że jego praca, to po prostu tylko formalne „odebranie” sprzętu.

Na dekolt

Wśród leasingobiorców - podobnie jak wśród przedsiębiorców - przeważają mężczyźni. Jednak z każdym rokiem przybywa też właścicielek firm. A te oprócz kobiecej delikatności, większej od panów empatii czy tolerancji mają także inne zalety w postaci atrybutów swojej płci. Co ciekawe, zdarzają się i takie panie, które nie mają oporów, aby ich używać. - Gdy wraz z kolegą weszliśmy do biura właścicielki piekarni , mając za zadanie przejęcie piekarniczego, leasingowanego sprzętu, pani na powitanie rozpięła zachęcająco bluzkę i stwierdziła, że chyba „jakoś się dogadamy”. - mówi jeden z pracowników firmy windykacyjnej Infos z Sopotu.

Mission Impossible

Ale zdarzają się także znacznie mniej śmieszne sytuacje, kiedy przedmiot leasingu trzeba… gonić po ulicach miasta. Niektórzy dłużnicy sadzą, że „gaz do dechy” i nieustępliwość pozwolą im uniknąć przykrych następstw niepłacenia za leasingowane auto. - Kiedyś ścigaliśmy leasingobiorcę, który przez CB wezwał na pomoc kierowców, mówiąc im, że jacyś bandyci (czyli my) gonią go i chcą zabrać samochód. TIRy zaczęły nagle zajeżdżać nam drogę i spychać na pobocze - relacjonuje windykator z Infosu. Ostatecznie panowie wylądowali w rowie, a sprawcę wypadku zatrzymał w końcu policyjny pościg.

Gruby kaliber

Leasingobiorcy potrafią być naprawdę niebezpieczni. Czasem są na tyle zdeterminowani, aby nie oddać nieopłaconego sprzętu, że w ruch idą wszelkiej maści środki perswazji, m.in. kije bejsbolowe, noże, siekiery i broń palna. Większość pracowników firm windykacyjnych, którzy mają za sobą duże doświadczenie zawodowe bez trudu może opowiedzieć o sytuacji, w której grożono im niebezpiecznym przedmiotem. Gdy dwóch przedstawicieli firmy windykacyjnej wracało do domu po udanej akcji przejęcia koparek, niedaleko Krakowa dogonił ich tajemniczy samochód z czterema pasażerami. Po zrównaniu się obu samochodów, jeden z pasażerów wycelował przez uchyloną szybę w kierunku windykatorów przedmiotem przypominającym pistolet, a kierowca usiłował zatrzymać auto pracowników windykacji. Kierujący zrobił unik, zatrzymując gwałtownie auto, a napastnicy pojechali do przodu, żeby po kilkuset metrach zwolnić i poczekać na windykatorów. - Łukasz, który kierował, wyprzedził auto napastników i pognał do przodu, ale oni nie dawali za wygraną - dopadli nas na czerwonym świetle - wyprzedzili nas, zatrzymali się, wyskoczyli ze swojego samochodu i pognali w naszym kierunku. Jeden celował do nas pistoletem; dwóch miało uniesione do góry kije bejsbolowe; czwarty miał coś, co przypominało gaz. Wrzuciliśmy na wsteczny bieg i zaczęliśmy uciekać. Stojące za nami samochody zaczęły nam ustępować z drogi. Napastnicy najpierw za nami biegli, ale zaraz potem wsiedli do swojego auta. Przypuszczając, że napastnicy nie odpuszczą, zadzwoniliśmy na 997. Na rogatkach Krakowa tamci rzeczywiście na nas czekali. Rozpoczęła się nasza szalona ucieczka. Przejechaliśmy kilka skrzyżowań na czerwonym świetle; cały czas mieliśmy na linii oficera dyżurnego krakowskiej policji. Gdy zobaczyliśmy przed sobą policyjny radiowóz, Łukasz zajechał mu drogę - wyskoczyliśmy i szybko powiedzieliśmy, co się dzieje. Policjanci zatrzymali w końcu napastników, abyśmy mogli spokojnie powrócić do domu - relacjonuje, wciąż na nowo przeżywając to dramatyczne doświadczenie sprzed kilku miesięcy, Maciej z Infosu.

Metoda na psa

Zdarza się, że zamiast kija czy broni, zdesperowany leasingobiorca wita windykatora w progu swojego domu czy firmy w towarzystwie groźnego czworonoga. - Takie niebezpieczne psy są najgorsze, nigdy nie wiadomo, kiedy zaatakują - mówi windykator, który został już pogryziony przez czworonoga podczas próby odebrania leasingowanego przedmiotu. - Nie obeszło się bez profilaktycznych zastrzyków przeciwko wściekliźnie. Windykator przegrał tylko bitwę, bo z wojny w starciu z leasingobiorcą wyszedł zwycięsko. Ukrytą przez leasingobiorcę koparkę musiał co prawda szukać poprzez lokalizację nadajnika GPS - rzecz bardzo kosztowną, ale opłaciło się. Sprzęt był zaparkowany za ogrodzeniem budowy, na terenie monitorowanym i pilnowanym przez ochroniarza. W związku z tym, że dłużnik przywłaszczył leasingowany sprzęt, na miejsce została wezwana policja. Ostatecznie dłużnik dał za wygraną, uregulował następnego dnia całe zadłużenie, plus koszty powrotu do umowy leasingowej, zapłacił też za akcję lokalizacji poprzez GPS, czyli kilkanaście tysięcy złotych dodatkowo.

W marynarce i gumiakach

Czasem, przy przejęciach sprzętu bywa też po prostu ciężko fizycznie. Sytuacja, która miała miejsce w zeszłym tygodniu - windykator miał odebrać sprzęt z ubojni bydła. Żeby to zrobić, musiał go przygotować. I tak, przyszło mu chodzić po krwi, odchodach bydła i oczyszczać przejmowane wózki na mięso i cymbry z wnętrzności ubitych zwierząt. Co gorsza, w czasie, kiedy odbierał ten sprzęt, ubojnia pracowała jak co dzień...

Windykator to specyficzny zawód. Trzeba mieć coś z detektywa, a ponadto być odpornym psychicznie, bo negocjacje z dłużnikiem bywają niełatwe, a sytuacje, jakie go spotykają są często co najmniej zaskakujące. - Część z naszych windykatorów pracowała w służbach mundurowych jako żołnierze, policjanci. Nie jedno już widzieli i przeżyli, a mimo wszystko po takich „nietypowych przejęciach” i tak zdarzają im się bezsenne noce - mówi Robert Gajdowski, Pełnomocnik ds. Kluczowych Klientów z firmy Infos z Sopotu.

12/04/2012 | Źródło: portal www.windykacja.pl