Ustawa o udostępnianiu informacji gospodarczych jednak nie tak doskonała

Ustawa o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych - nie tak doskonała, jak niektórzy twierdzą.

Ustawa z dnia 9 kwietnia 2010 r. o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych (Dz. U. z dnia 14 maja 2010 r.) była niecierpliwie wyczekiwanym przez wierzycieli i firmy windykacyjne aktem prawnym. W kształcie, w jakim ostatecznie weszła w życie umiarkowanie zadowoliła większość przedstawicieli branży, czego zasadniczym powodem było przyznanie wierzycielom wtórnym, a co za tym idzie firmom windykacyjnym prawa do przekazywania danych dłużników do biur informacji gospodarczej. Zrezygnowano także z kilku innych ograniczeń, zwłaszcza zamkniętej listy przedsiębiorców uprawnionych do przekazywania informacji o zobowiązaniach konsumentów. Teraz właściwie wszyscy wierzyciele, w tym także osoby fizyczne nie prowadzące działalności gospodarczej spełniający niezbyt surowe kryteria mogą przekazać swojego dłużnika wpisem do BIG.

Interesujące jest także to, że trudno się spotkać z krytycznymi uwagami dotyczącymi tej regulacji. Czyżby jej twórcy zasługiwali wyłącznie na słowa uznania? Niekoniecznie. W polskim porządku prawnym jest wiele aktów prawnych rangi ustawowej i podustawowej, które zanim jeszcze weszły w życie zasługiwały na gruntowne poprawki i ustawa o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych nie jest pod tym względem wyjątkiem. Była reklamowana jako „bat na dłużników” i swoją rolę w tym zakresie wydaje się spełniać dość dobrze. Jednak jak każdy akt prawny, tak i ta ustawa (pisana - nie ukrywajmy tego - „pod wierzycieli”), powinna w sposób rozsądny wyważać pomiędzy ich interesami a uzasadnionymi prawami dłużników. A takiej równowagi niestety nie zapewnia. Żeby nie być posądzonym o abstrakcyjny krytycyzm, poniżej dowody.

W przypadku podniesienia przez dłużnika zarzutu przedawnienia na drodze pozasądowej istnieją w zasadzie trzy godne polecenia rozwiązania, przy czym z co najmniej jednego zawsze warto skorzystać. Można skierować sprawę na drogę postępowania sądowego w nadziei na to, że dłużnik z jakichś powodów nie podniesie zarzutu przedawnienia, jak również można wierzytelność sprzedać. Jednak zanim zdecydujemy się na drogę sądową lub sprzedaż, warto pomyśleć o przekazaniu danych dłużnika do biura informacji gospodarczej. Wierzyciel, jak i nabywca wierzytelności nie muszą przy tym zaprzątać sobie głowy pytaniem, czy wierzytelność uległa przedawnieniu, czy nie. Nie ma zresztą nic zdrożnego w tym, że bez względu na upływ czasu piętnuje się osobników, którym spłata zobowiązań przychodzi z dużym trudem.

Nikt rozsądny nie powinien oczywiście pochwalać unikania spłaty zobowiązań, jednak niedoskonałości przyjętych rozwiązań mogą uderzyć rykoszetem nie tylko w faktycznych dłużników ale także wszystkich tych, którzy dłużnikami nie są (bo swoje zobowiązania spłacili lub wygasły na skutek innych okoliczności) lecz z jakichś powodów ich były wierzyciel postanowił przypomnieć im o nieistniejącym obowiązku zapłaty. Takie sytuacje się zdarzają bo bałagan u kontrahenta nie jest niczym nadzwyczajnym. Jeżeli do bałaganu u ex-wierzyciela dodamy bałagan u ex-dłużnika (a raczej jego naiwność, `wiarę w uczciwość innych i pewność prawa) to może dojść do sytuacji, w której do rejestru trafią dane osoby, która na to zdecydowanie nie zasługuje a jedynym jej przewinieniem jest to, że pozbyła się dokumentów potwierdzających zaspokojenie roszczenia.

Problem może się wydawać błahy ale takim nie jest. Instytucja przedawnienia ma na celu zagwarantowanie pewności obrotu. Uregulowania ustawy wydają się jednak przeczyć tej idei. Wygląda na to, że przeciętny obywatel musi zorganizować w swoim mieszkaniu archiwum, w którym będzie przechowywał liczne dowody swojej rzetelności na wypadek, gdyby ktoś po upływie kilkunastu lat coś sobie ubzdurał. Co więcej, wydaje się, że rozwiązanie tego problemu za pomocą odpowiedniej nowelizacji ustawy nie jest aż tak skomplikowane, jak mogłoby się wydawać. Idealnym rozwiązaniem byłoby dopuszczenie możliwości przekazania danych do BIG jedynie przed upływem okresu przedawnienia roszczenia, gdyż domniemywać można, że dłużnik jest na tyle rozsądny, że wcześniej nie pozbędzie się dowodów na zaspokojenie roszczenia. W tej sytuacji należałoby dłużnikom dać odpowiednie narzędzia do skutecznego oprotestowania działań klienta biura, co skutkowałoby usunięciem danych z BIG.

Oczywiście z możliwości przekazania danych do biura nie skorzystałoby wielu wierzycieli wtórnych nabywających wierzytelności masowo. Wśród nabywanych wierzytelności jest często spory udział tych, które już uległy przedawnieniu, natomiast weryfikacja danych przed przekazaniem ich do BIG byłaby dość uciążliwa z uwagi na liczebność nabywanych wierzytelności. Dodatkowe utrudnienie mogłoby wynikać z faktu, że na konkretne roszczenie wobec dłużnika może się składać wiele dokumentów (faktur, not, umów), dla których termin przedawnienia upływa w różnym czasie. Problematyczne mogłyby się okazać także sytuacje, w których doszło do przerwania biegu przedawnienia lub zrzeczenia się korzystania z zarzutu przedawnienia przez dłużnika, natomiast wierzyciel i dłużnik różnią się w ocenie, czy dana sytuacja doprowadziła do takiego skutku.

Kolejna budząca wątpliwości kwestia to ustalona ustawowo dolna granica wartości wierzytelności, o której informacje mogą zostać przekazane do biura. Dla dłużników - konsumentów ta granica została ustalona na 200 zł a dla przedsiębiorców na 500 zł. Problem w tym, że wierzytelność, która dziś nie kwalifikuje się do przekazania do BIG, może się kwalifikować w przyszłości, gdy na skutek doliczenia odsetek ustawowych lub umownych osiągnie wymaganą kwotę. Może to oczywiście nastąpić po upływie kilku lat od dnia wymagalności wierzytelności. Także w tym przypadku trudno mówić o wyważeniu pomiędzy interesami wierzycieli i dłużników. Niewątpliwie lepszym rozwiązaniem byłoby wyłączenie możliwości przekazania do BIG wierzytelności w sytuacji, gdy osiągnęła ona wymaganą wartość na skutek naliczenia odsetek za opóźnienie po upływie okresu przedawnienia roszczenia lub po upływie określonego (ustalonego z góry) terminu liczonego od dnia jej wymagalności.

Dłużnik ma także stosunkowo skromne możliwości oprotestowania niesłusznego w jego ocenie wpisu do BIG. Jego reklamacja rozpatrywana jest co do zasady przez wierzyciela, który w relacji do dłużnika nie musi być podmiotem obiektywnym. Owszem, wierzyciela który przekazuje do biura nieprawdziwą informację gospodarczą może dosięgnąć grzywna w wysokości do 30 000 złotych (art. 48 ust. 1), podobnie jak samo biuro ma możliwość usunięcia danych na podstawie uzasadnionej informacji o nieistnieniu zobowiązania lub jego wygaśnięciu (art. 31 pkt 6 i 7), jednak w sytuacjach spornych ocena konkretnego stanu faktycznego może być trudna. Nie jest więc wykluczone, że dłużnik, który słusznie domaga się usunięcia danych z BIG będzie zmuszony dochodzić sprawiedliwości w sądzie występując z powództwem o ustalenie nieistnienia określonego prawa lub stosunku prawnego lub nakazanie usunięcia danych, co - jak wiadomo - może trwać latami.

02/01/2012 | Autor: Przemysław Jamróz | Żródło: portal www.windykacja.pl