Nadchodzą złote czasy dla windykatorów

Firmy windykacyjne znacznie odczuły skutki dekoniunktury rynkowej, niektórzy nawet nazywali okres od 2008 roku do 2010 roku światowym kryzysem gospodarczym.

Niektórzy komentatorzy oraz media mówiły o rzekomym złotych czasach dla windykatorów, co oczywiście nigdy prawdą nie było albowiem notowania i analizy gospodarcze dotyczą rynku jako całości a usługi windykacyjne są właśnie częścią rynku usług. Ponadto trudno było tamten okres nazywać kryzysem. Owszem mieliśmy do czynienia ze znacznym osłabieniem gospodarczym, wzrósł poziom bezrobocia jednak trudno mówić tutaj o kryzysie, co najwyżej dekoniunkturze gospodarczej. Wzrastające bezrobocie brak stabilizacji finansowej Polaków nałożył się na rzetelność płatniczą Polaków.

Wbrew jednak powszechnym opiniom „kryzys” wcale nie wzmocnił branży windykacyjnej, wręcz przeciwnie znacznie ją osłabił, o czym świadczy sam fakt, że w pierwszym półroczu 2008 z rynku zniknęło kilkaset firm windykacyjnych. Windykatorom nie zależy przecież na tym aby przyjmować zlecenia windykacji lecz aby dłużnik, który już trafił do windykacji spłacił u nich swoje zaległości. W czasach gdy ludzie tracą pracę a firmy bankrutują nie ma mowy o skutecznej windykacji i o złotych czasach branży. Windykator i tak musi pokrywać koszty związane z dochodzeniem należności (wezwania do zapłaty, telefony, wizyty bezpośrednie) a skuteczność podejmowanych działań jest wątpliwa gdy sam dłużnik pozostaje bez środków do życia.

Wzrosty czy spadki

Piotr Krupa, prezes lidera branży KRUK S.A. informował, że 2008 rok dał wzrost ilości przyjmowanych zleceń do windykacji o kilka procent w stosunku do lat poprzednich. I właśnie tutaj pan Piotr nie wziął pod uwagę spłacalności przyjmowanych do windykacji zleceń a nie sądzę aby Kruk S.A. nie odczuł skutków dekoniunktury w postaci niższej niż dotychczas skuteczności działań windykacyjnych, co aczkolwiek dla Kruka nie jest bolesnym ciosem - spółka ma stabilną sytuację finansową oraz mocno wchodzi na rynki międzynarodowe.

Nie można jednak panu Piotrowi odmówić znakomitej znajomości branży dzięki czemu jego prognozy niemalże zawsze się sprawdzają. W innym wywiadzie pan Piotr ocenił rynek windykacyjny jako dobrze rozwijający się, lecz zaznaczył, że złote czasy dopiero nadchodzą a w grze o prawdziwe pieniądze pozostaną tylko najsilniejsi gracze. Jak wspomniałem wcześniej lata 2008 i 2009 doprowadziły do upadku wiele firm windykacyjnych a więc mieliśmy do czynienia z pewnego rodzaju naturalną selekcją.

Wskutek „kryzysu” młodzi nie mający odpowiedniego doświadczenia ani wykształcenia windykatorzy, porwani jakąś chorobliwą medialną nagonką, że czasy „kryzysu” to złote czasy dla windykacji zaczęli zakładać własne agencje windykacyjne, z nadzieją, że zarobią duże pieniądze. Prawda okazała się jednak brutalna. Niektóre firmy nie wytrzymały na rynku nawet roku, wiele firm windykacyjnych przebranżowiła się na usługi consultingowe, szkoleniowe i inne. Pozostali tylko gracze posiadający duży kapitał oraz małe aczkolwiek profesjonalne bo tworzone przez ludzi z ogromną wiedzą i doświadczeniem firmy.

Firmy windykacyjne odczuwają wyraźną poprawę

Skutki „kryzysu” były również odczuwalne dla niektórych dużych graczy. Odczuła to Kancelaria Koksztys, która przy kooperacji z Warsaw Equity House zawiązała spółkę WEH Koksztys Inwestycje i przez nią dokonała zakupów trzech dużych portfeli wierzytelności: Millennium Banku, BZ WBK oraz HSBC. Wskutek uchybień w prowadzonych przez zespół managerów spółki w procesie windykacji wspólnicy rozstali się, główny inwestor zaś przemianował WEH Koksztys Inwestycje na WEH Inwestycje. W wyniku tych zawirowań oraz nie nadążania za potrzebami rynku i wymaganiami klientów, spadło zaufanie klientów oraz kadry Koksztysa, mecenas Koksztys musiał zredukować ilość pracowników - wielu z nich odeszło do konkurencji. Większość klientów bankowych - motorów napędowych takich firm zrezygnowała z dalszej współpracy z Koksztysem. Niedawno Kancelaria Koksztysa utraciła posiadany od wielu lat certyfikat ISO. Moim zdaniem, spółka może mieć poważne problemy jeżeli nie zmieni kierunków i sposobu działania, oraz nie przywróci większości kadry, która musiała odejść. Sukces firmy windykacyjnej zawsze zależy od profesjonalnej kadry.

Z kolei wydzielona spółka WEH Inwestycje odczuwa poprawiającą się sytuacje finansowo - ekonomiczną. Biorąc pod uwagę, że jest to spółka stawiająca swe pierwsze kroki na rynku, może ona chwalić się znacznym sukcesem. Z nieoficjalnych informacji wiadomo, że spółka będzie powiększała stale zatrudnienie oraz przygotowuje się do zakupu kolejnych pakietów wierzytelności. Spółka nastawiona jest jednak tylko na kupno wierzytelności przeterminowanych, na chwilę obecną nie chce wchodzić na rynek outsourcingu wierzytelności. Podobno w planach jest również przekształcenie WEH Inwestycje w spółkę akcyjną oraz upublicznienie jej na giełdzie papierów wartościowych oraz utworzenie funduszu sekurytyzacyjnego.

Tak czy inaczej windykatorzy od początku roku odczuwają znaczną poprawę oraz coraz większe zainteresowanie swoimi usługami szczególnie na rynku windykacji B2B. „Klienci już zaczynają się sami zgłaszać z prośbą o ofertę, chętniej nawiązują relacje z windykatorami, mają przy tym swoje oczekiwania ale nie są one już tak wymyślne jak parę lat temu” - przyznaje Łukasz prowadzący małą, jednoosobową agencję windykacyjną we Wrocławiu. „Od stycznia przyjąłem już około 200 zleceń, to wynik lepszy niż w ubiegłym i poprzednim roku o 100%, tak więc liczę na coraz większe zyski oraz na poszerzenie działalności oraz zatrudnienie dodatkowo kilku windykatorów” - dodaje.

Zwiększenie przychodów odczuwają również duże firmy windykacyjne. Jak mówi Przemek, kierownik działu windykacji lidera branży windykacyjnej: „obecnie brakuje nam rąk do pracy, zleceń przyjmowanych do windykacji jest tak dużo, że planujemy znaczne zwiększenie zatrudnienia”. Jak widać początek nowej dekady okazał się bardzo łaskawy dla windykatorów. Ci, którzy nie przetrwali trudnego okresu w branży mogą jedynie żałować, że nie chcieli przeczekać do czasów wzrostu gospodarki i sugerowali się banialukami na temat pozytywnych dla branży skutków „kryzysu”.

W oczekiwaniu na zmiany

Znaczny wzrost zainteresowania klientów usługami windykacyjnymi nie powinien jednak napawać zbytnim optymizmem. Analitycy bowiem są zdania, że tendencja wzrostowa zatrzyma się w połowie roku i zacznie dynamicznie spadać. Jak twierdzi Krzysztof Kolany, analityk bankier.pl : „W roku 2011 globalna gospodarka zapewne osiągnie szczyt dynamiki wzrostu w obecnym cyklu koniunkturalnym. O ile pierwsze półrocze powinno przynieść kontynuację pozytywnych tendencji, to latem może zacząć się spowolnienie gospodarcze.”

Dlatego windykatorzy powinni dobrze wykorzystać sytuację na rynku i przygotowywać się spowolnienia na rynku. Jednak nie znaczy to, że powtórzy się wcześniejszy scenariusz. Okres stagnacji nie powinien trwać długo a wkrótce po nim nastąpi ponowne przyspieszenie.

Plany wielu windykatorów są bardzo ambitne. Wspomniany wcześniej lider windykacji - Kruk S.A. rozwinął skrzydła na rynek rumuński. Rumuńska spółka Kruka już w pierwszym kwartale zrealizowała plany finansowe ponad zakładany cel. Po sukcesie na tamtym rynku spółka Kruk ma zamiar zbudować swoje struktury również w Czechach, na Słowacji, Ukrainie i kilku innych państwach Europy środkowej. Możemy więc mówić, że jeżeli, Kruk zrealizuje swoje założenia stanie się największą firmą z tej branży działających na terenie Europy Środkowej.

Kruk jest jednak skupiony na masowej obsłudze wierzytelności detalicznych, co prawda posiada swoje komórki odpowiedzialne za windykację wierzytelności korporacyjnych o wolumenach liczonych w milionach złotych jak i wierzytelności powstałych w sektorze SME. W tym ostatnim przypadku jednak Kruk nie może poszczycić się większymi sukcesami a właśnie sektor B2B jest jednym z najbardziej zaniedbanych w branży zaś klienci nie dość, że dość liczni to jeszcze bardzo wymagający. Około 60% rynku B2B pozostaje w rękach małych lokalnych firm windykacyjnych i kancelarii prawnych.

Wiadomo, że aspiracje na mocne wejście w ten rynek ma między innymi spółka Integral Collections wyrosła na bazie faktora Bibby Financial Services. Spółka ta jeżeli dobrze wykorzysta okres większego zainteresowania klientów usługami windykacyjnymi może ugruntować silną pozycję właśnie w tym sektorze. Konkurencja jednak jest bardzo duża i nie rzadko bardzo agresywna. O pojedyncze zlecenia z sektora SME firmy zabijają się wysokością opłat, prowizji oraz udogodnieniami informatycznymi.

Firmy zainteresowane tym sektorem w szczególności proponują nowe taryfy i pakiety, które są często dość trudne w odbiorze dla przedsiębiorcy, który na co dzień nie ma styczności z windykacją. Przedsiębiorcy oczekują raczej jasnej i przejrzystej oferty, dzięki której będą wiedzieli za co i ile płacą. Zazwyczaj mało interesują ich zasady compilance firmy windykacyjnej, częściej liczą na skuteczność działań oraz ich intensywność. Są oni w stanie poświęcić kilka procent prowizji więcej aby skrócić okres oczekiwania na pieniądze od swoich kontrahentów.

Oczywiście zdarzają się również przypadki, gdy wierzycielowi zależy bardziej na utrzymaniu pozytywnych relacji ze swoim kontrahentem, ale te przypadki są z reguły o wiele rzadsze. Z kolei przedsiębiorcy też muszą zdawać sobie sprawę z tego, że przekazanie zlecenia windykacji firmie windykacyjnej nie oznacza, że należności na pewno zostaną odzyskane. Wiele zależy od sytuacji majątkowej dlużnika oraz profesjonalnego podejścia windykatora. Dlatego też warto jest zbadać, zanim zleci się komuś windykacje, czy rzeczywiście mamy do czynienia z profesjonalistą, który „nie jeden chleb jadł z tego pieca” czy z windykatorem, który przeszedł szkolenie na Call Centre a jego wiedza i doświadczenie nie wykracza poza negocjacje telefoniczne z dłużnikami

04/15/2011 | Autorem artykułu jest Marcin Łysuniec, samodzielny specjalista ds windykacji, prowadzi Agencję Zarządzania Wierzytelnościami