Finanse konsumentów i przedsiębiorców-prognoza na 2012 rok

Początek nowego roku to dobry czas na zastanowienie się nad tym, czego możemy się spodziewać w ciągu kolejnych 12 miesięcy, także w kontekście funkcjonowania branży windykacyjnej. A jako że branża ta nie jest oderwana od rzeczywistości gospodarczej, nie da się pominąć zagadnień, które są związane właśnie z gospodarką.

W pierwszej kolejności warto się zastanowić nad odpowiedzią na pytanie, co się zmieni w finansach konsumentów w nowym roku? Od odpowiedzi na to pytanie zależy w dużej mierze to, jak będzie wyglądała sytuacja przedsiębiorstw windykacyjnych skoncentrowanych w swojej działalności na obsłudze wierzytelności konsumenckich, czyli niekwestionowanych na dzień dzisiejszy liderów rynku. Analizując założenia ekonomistów na rok 2012 warto skupić się na kilku wskaźnikach - inflacji, wzroście gospodarczym, podatkach i parapodatkach.

Prognozowanie wysokości inflacji przypomina obecnie wróżenie z fusów. W minionym 2011 roku byliśmy zaskakiwani coraz mniej optymistycznymi danymi na ten temat. Nie jest więc wykluczone, że także kolejny rok przyniesie rozczarowania i prognozowany przez NBP wzrost cen towarów i usług na poziomie 3,1 proc. nie będzie możliwy do osiągnięcia. Wiele zależy od cen surowców i energii, które mają wpływ na koszt wytworzenia dóbr konsumpcyjnych. Bank JP Morgan przewiduje, że inflacja spadnie do 4,0-4,2 proc. rdr (rok do roku) w styczniu-lutym 2012 r., a następnie do ok. 3,5 proc. rdr w marcu-kwietniu, natomiast w ujęciu średniorocznym wyniesie maksymalnie 3,5 proc. Warto zaznaczyć, że prognoza JP Morgan początkowo wynosiła 3,2 proc. i została zwiększona o 0,3 proc. Ale nawet jeżeli ostatecznie prognozy się sprawdzą, nie musi to oznaczać, że konsumenci będą mogli odetchnąć. Wszystko zależy od tego, jak będą się kształtowały ceny towarów i usług, na które przeciętny Polak wydaje znaczną część swoich dochodów. Może się bowiem okazać, że np. ceny żywności, paliw, energii czy też koszty utrzymania nieruchomości pójdą w górę znacznie mocniej niż średnia, a to może spowodować istotne ograniczenie innych wydatków konsumenckich. Jeżeli tak będzie, mogą ucierpieć przedsiębiorcy produkujący, sprzedający i świadczący usługi w innych sektorach gospodarki, przy czym nie chodzi tutaj bynajmniej o towary luksusowe (ucierpieć może branża budowlana, motoryzacyjna, rozrywkowa). Także koszty pracy mają niebagatelny wpływ na ceny podstawowych towarów i usług. Dziś wiemy, że koszty te będą większe. Wyższa składka rentowa po stronie pracodawców i wzrost minimalnego wynagrodzenia do 1 500 zł miesięcznie mocniej obciąży przedsiębiorców zatrudniających pracowników. Ale wzrost minimalnego wynagrodzenia będzie miał konsekwencje nie tylko dla przedsiębiorców zatrudniających pracowników. Zwiększą się także obciążenia finansowe przedsiębiorców płacących składki na ubezpieczenia społeczne na preferencyjnych zasadach, gdyż podstawę ich wymiaru stanowi zadeklarowana kwota nie niższa jednak niż 30% kwoty minimalnego wynagrodzenia.

Niepokojące są także prognozy wzrostu gospodarczego, jak również same rozbieżności dotyczące tego wskaźnika. Bez wątpienia jednak wszystkie projekcje zakładają jego obniżenie. Chociaż NBP zakłada, że wzrost gospodarczy wyniesie 3,1 proc. (tyle co inflacja) to jest to jedna z najbardziej optymistycznych prognoz. Większość niezależnych ekspertów szacuje, że wynik dwuprocentowy lub niewiele wyższy będzie i tak dużym osiągnięciem. Niższy wzrost gospodarczy oznacza niemal zawsze wyższe bezrobocie. Tak więc założenia rządu, który prognozuje bezrobocie na poziomie zbliżonym do 2011 roku (12,3 %) mogą się okazać nazbyt optymistyczne, zwłaszcza jeżeli sprawdzą się pesymistyczne prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego. Sytuację mogą poprawić mistrzostwa europy w piłce nożnej ale naiwnością byłoby oczekiwanie, że EURO 2012 rozwiąże problemy na rynku pracy.

Kredytobiorcy z pewnością z niepokojem będą obserwowali kursy walut, zwłaszcza franka szwajcarskiego i euro. Z niepokojem na kurs europejskiej waluty będzie patrzył także rząd, dla którego cena euro decyduje o wysokości długu publicznego i jego relacji wobec PKB. Dług balansuje obecnie na granicy tzw. progu ostrożnościowego, który wynosi 55% PKB i nie można wykluczyć, że w pewnym momencie złotówki nie da się skutecznie obronić. Przekroczenie progu oznaczać będzie drastyczne cięcia wydatków i podwyższenie podatków. Można się jednak zastanawiać, czy wzrost podatków i dalsze obciążenia finansowe poprawią sytuację finansów państwa? Wydaje się, że politycy zbyt optymistycznie podchodzą do możliwości płatniczych Polaków. Kolejne obciążenia mogą się przyczynić raczej do spadku dochodów budżetowych i zahamować rozwój gospodarki.

Podsumowując, rok 2012 będzie niewątpliwie trudniejszy niż poprzedni i to pod wieloma względami. Szczególnie trudny może się okazać dla przedsiębiorców. Może się tym samym pojawić na rynku więcej wierzytelności wynikających z relacji przedsiębiorców z ich partnerami, pośrednikami, dostawcami, dystrybutorami (B2B). Z jednej strony jest to szansa dla małych firm i kancelarii windykacyjnych skoncentrowanych na tym rynku, z drugiej jednak nie wiadomo na ile taki przypływ wierzytelności przełoży się na ich odzysk. Może się bowiem okazać, że wzrost ilości zleceń będzie skorelowany ze wzrostem liczebności bankrutów i kokosów z tego nie będzie (a przynajmniej nie takie jak można by się spodziewać). Mniej pieniędzy w portfelach konsumentów nie jest sytuacją korzystną także dla firm skoncentrowanych na obsłudze wierzytelności konsumenckich. Z danych KRUK S.A. wynika, że średnia wartość raty w 2010 roku wahała się między 161 a 236 zł, natomiast w pierwszym półroczu 2011 roku wartość raty mieściła się w granicy 144-189 zł. Wskaźnik ten może świadczyć o tym, że zadłużeni konsumenci posiadają coraz mniej środków, które mogą przeznaczyć na obsługę zadłużenia. Jest więc mocno prawdopodobne, że w 2012 roku nastąpi dalsze obniżenie średniej wartości raty płaconej przez przeciętnego konsumenta i prawdopodobnie większa ilość zleceń nie przyniesie większych zysków w krótkiej perspektywie.

Wszystkie założenia i prognozy, o których mowa powyżej mogą się sprawdzić pod jednym warunkiem, takim mianowicie, że Unia Europejska nie zachwieje się w swoich fundamentach mocniej, niż w mijającym roku, czego również wykluczyć nie można. Patrząc na gigantyczne zadłużenie Włoch, Grecji i jeszcze kilku innych krajów, nie można być pewnym, że nie dojdzie do naprawdę poważnego załamania gospodarczego, a nawet upadku strefy euro. Są tacy, którzy twierdzą, że upadek unii walutowej jest nieprawdopodobnym scenariuszem. Jednak równie nieprawdopodobny wydawał się upadek Związku Radzieckiego lub muru berlińskiego. Prawda jest inna - jeżeli coś jest możliwe do wyobrażenia i są ku temu skromne choćby przesłanki, to jest możliwe, że do tego dojdzie. Fatalistyczne prognozy mają swoje mocne oparcie w nieudolnych działaniach europejskich polityków, tak na szczeblu krajowym jak i unijnym, którym - podobnie jak wpływowym ekonomistom - najwyraźniej zaczyna brakować pomysłów na rozwiązanie problemów.

02/01/2012 | Autor: Przemysław Jamróz|Żródło: portal www.windykacja.pl