Dochodzenie zapłaty roszczeń przedawnionych. Jakie ryzyko?

Przedawnienie roszczenia to sytuacja, która może - choć nie musi - skutkować brakiem możliwości odzyskania wierzytelności. Dłużnik, który jest świadomy, że roszczenie uległo przedawnieniu może całkowicie odmówić współpracy.

Trudno mieć przy tym do dłużnika pretensje, że korzysta z prawa wynikającego z art. 117 § 2 Kodeksu cywilnego („Po upływie terminu przedawnienia ten, przeciwko komu przysługuje roszczenie, może uchylić się od jego zaspokojenia, chyba że zrzeka się korzystania z zarzutu przedawnienia”). Wierzyciele mają wystarczająco dużo czasu i narzędzi, których celem jest niedopuszczenie do przedawnienia roszczenia, jednak nie zawsze z nich korzystają lub też zwlekają z podjęciem określonych działań bez uzasadnionej przyczyny, natomiast windykator staje z reguły przed faktem dokonanym i musi się zmierzyć ze skutkami tych zaniechań. Musi przy tym zdecydować, czy dalsza windykacja ma sens, czy też spowoduje jedynie poniesienie nieuzasadnionych kosztów.

Ponadto, myli się ten kto twierdzi, że dochodzenie zapłaty przedawnionych wierzytelności nie wiąże się z większym ryzykiem dla windykatora (będącego nabywcą wierzytelności lub działającego na zlecenie) niż dochodzenie roszczeń nieprzedawnionych. Nie chodzi przy tym bynajmniej o wzbudzanie nieuzasadnionych wątpliwości u wszystkich tych, którzy na co dzień podejmują trud odzyskania przedawnionych roszczeń a jedynie zasygnalizowanie, że działania takie mogą w pewnych sytuacjach doprowadzić do nieprzyjemnych sytuacji.

Niby oczywiste jest, że przedawnienie nie wywołuje skutku w postaci wygaśnięcia wierzytelności. Wierzyciel teoretycznie nie traci żadnych uprawnień wobec dłużnika i nie jest zobowiązany do zaprzestania dochodzenia należności. Nadal możliwe jest kierowanie do dłużnika wezwań do zapłaty i podejmowanie prób negocjacji. Niewątpliwie jednak, intensywne pozasądowe działania windykacyjne podejmowane po tym, jak dłużnik podniesie zarzut przedawnienia mogą go skłonić do podjęcia szeregu „odwetowych” działań, w szczególności złożenia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa (np. z art. 190a kodeksu karnego - stalking), czy też skierowania skargi do UOKiK. Organy ścigania nie muszą się oczywiście dopatrzyć niczego, co mogłoby stanowić podstawę sporządzenia aktu oskarżenia wobec windykatora, podobnie jak UOKiK nie musi wszcząć postępowania na podstawie jednej, odosobnionej skargi sfrustrowanego konsumenta.

Nie można jednak wykluczyć, że może się stać zupełnie inaczej. UOKiK już niejednokrotnie potrafił zaskakiwać firmy windykacyjne i wszczynać postępowanie w sprawie działań, których nikt rozsądny nie potraktowałby w kategoriach naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Jednak przy okazji przedawnienia nie można pominąć milczeniem chociażby pewnej tezy zaczerpniętej z uzasadnienia decyzji wydanej przez Prezesa UOKiK w dniu 31-12-2007 r. w związku z postępowaniem wszczętym wobec jednej ze spółek windykacyjnych: „Domaganie się przez Spółkę przedawnionej wierzytelności w sytuacji , kiedy konsument świadomy jest przysługujących mu praw i wyraża tę wiedzę musi budzić sprzeciw Prezesa Urzędu. Nie można zgodzić się z opinią spółki, iż zarzut przedawnienia złożony przez konsumenta ma znaczenie wyłącznie w postępowaniu przed sądem. Jest oczywistym, że skoro dłużnik powołuje się na fakt przedawnienia należności już na etapie postępowania windykacyjnego, stosowny zarzut podniesie również w postępowaniu sądowym. W związku z powyższym wysyłanie do konsumentów, którzy podnieśli zarzut przedawnienia na etapie windykacji przedsądowej, pism wzywających do zapłaty zawierających informacje min. o wizycie w celu ustalenia wszystkich składników majątku dłużnika, o wystąpienie do sądu w celu uzyskania tytułu wykonawczego, o powiększeniu zobowiązania o koszty postępowania należy uznać za bezpodstawne i sprzeczne z dobrymi obyczajami”.

Co więcej, w wyroku z dnia 13 stycznia 2009 r. sygn. akt XVII Ama 26/08 wydanym na skutek odwołania od tej decyzji Sąd Okręgowy w Warszawie Wydział XVII Ochrony Konkurencji i Konsumentów ustalił, co następuje: „ (…) konsument podnosił nie tylko zarzut przedawnienia dochodzonych przez (...) długów, ale nadto zwrócił się do Rzecznika Konsumentów ze skargą na (...) w przedmiocie dochodzenia od niego przedawnionych należności. Mimo to (...) wezwała konsumenta do spłaty tej należności zastrzegając, że będzie egzekwowała należności na drodze egzekucji sądowej. Oznacza to, że (...) naruszając obowiązujący porządek prawny - art. 117 Kc (niemożność dochodzenia przedawnionych roszczeń, co do których dłużnik podniósł zarzut przedawnienia) - sugerowała konsumentowi, że ma jeszcze możliwość uzyskania od niego na drodze sądowej roszczeń przedawnionych. Stosownie do art. 117 Kc po upływie terminu przedawnienia ten, przeciwko któremu przysługuje roszczenie, może uchylić się od jego zaspokojenia. W tych okolicznościach sprawy Sąd ocenił, że (...) przekazała w ww. wezwaniu nieprawdziwe informacje nieograniczonej ilości konsumentów o możliwości dochodzenia przedawnionych roszczeń, a zatem z naruszeniem art. 24 ust. 2 pkt 2 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów."

Zarówno tezy z uzasadnienia decyzji Prezesa UOKiK, jak i wyroku sądu należałoby uznać za - przy całym szacunku do tych instytucji - mocno abstrakcyjne a pewne wnioski wysnute z analizowanego stanu faktycznego za dalece pochopne. Nie jest bowiem tak oczywiste, jak twierdzi Prezes UOKiK, że skoro dłużnik powołuje się na fakt przedawnienia należności już na etapie postępowania windykacyjnego, stosowny zarzut podniesie również w postępowaniu sądowym.

Owszem, wielu dłużników zarzut podniesie ale z pewnością nie wszyscy, być może nawet większość nie podejmie żadnych działań w tym zakresie. Trudno także znaleźć uzasadnienie dla twierdzeń sądu, iż podniesienie zarzutu przedawnienia na drodze pozasądowej skutkuje niemożnością dochodzenia tych roszczeń na drodze sądowej i informując o takiej możliwości firma windykacyjna naruszyła obowiązujący porządek prawny. Można odnieść wrażenie, że zarówno Prezes UOKiK, jak i sąd tkwią w dość odległych czasach i formułują swoje tezy w oparciu o obowiązujący niegdyś art. 117 § 3 Kodeksu cywilnego uchylony ustawą z dnia 28 lipca 1990 r. o zmianie ustawy - Kodeks cywilny (Dz.U. z 1990 r. Nr 55, poz. 321). Do czasu wspomnianej nowelizacji upływ terminu przedawnienia sąd miał uwzględniać z urzędu i dłużnik nie musiał być nawet świadomy, że do niego doszło. Sąd i Prezes UOKiK nie biorą także pod uwagę tego, iż podniesiony zarzut może być bezzasadny w określonym stanie faktycznym i prawnym.

Niewątpliwie jednak, w przypadku podniesienia przez dłużnika zarzutu przedawnienia, podejmowanie dalszych działań windykacyjnych na drodze pozasądowej wydaje się stratą czasu, pieniędzy i dodatkowo naraża na zainteresowanie ze strony odpowiednich organów, które w swoich działaniach nie bywają do końca przewidywalne. Wystąpienie z powództwem o zapłatę jest jednak jednym z możliwych i całkowicie zgodnych z prawem sposobów postępowania. Oczywiście ryzyko jakie się z tym wiąże ma charakter głównie finansowy. Jednak w przypadku podniesienia przez dłużnika zarzutu przedawnienia w sprzeciwie lub zarzutach od nakazu zapłaty wierzyciel może - jeżeli oczywiście uzna ten zarzut za uzasadniony - cofnąć pozew. W przypadku cofnięcia pozwu ma także szansę na odzyskanie połowy uiszczonej opłaty od pozwu.

02/01/2012 | Autor: Przemysław Jamróz | Żródło: portal www.windykacja.pl